Recenzja- „Dziedzictwo ognia” Sarah J. Maas

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×


Sarah J. Maas to jedna z tych autorek które potrafią zgromadzić w okół siebie rzeszę fanów. Ba! Wyznawców wręcz. Mało kto jest na tyle massodporny, by po przeczytaniu pierwszego tomu jakiejkolwiek jej serii nie sięgnąć po kolejny. W moim wypadku przerwa między częścią pierwszą, a drugą była dość spora, za to z trzecią już nie mogłam się powstrzymać. Mam dziwne obawy, że kolejka książkowa znowu będzie musiała ulec zmianie, tylko po to by wcisnąć przed szereg tom czwarty. Terminy same się nie zrobią więc szykuję się na kilka nieprzespanych nocek ale… coś czuję, że warto.

Celaena przybywa do Wendlyn jednak patrząc jaką miłością poddani darzą rodzinę królewską nie jest w stanie spełnić misji. Nie żeby kiedykolwiek miała zamiar to zrobić, jednak uwielbienie tłumu tylko ją w tym postanowieniu utwierdziło. Zabójczyni stopniowo pogrąża się w rozpaczy, aż napotyka na swojej drodze Rowana, wysłannika królowej Fae. Czy Celaena sprosta próbie i wygra ze swymi najgorszymi koszmarami stając się w końcu tym kim miała się stać? Chaol po wysłaniu ukochanej w podróż rozpoczyna niebezpieczną grę, wszystko po to by zapewnić bezpieczeństwo księciu. Mimo dobrych chęci w końcu będzie musiał podjąć decyzję- po której stronie tak naprawdę stoi?

W końcu poznaliśmy odpowiedzi! Oczywiście każda z nich ciągnie za sobą kolejne pytania i jeszcze więcej wątpliwości… Maas chyba nie potrafi inaczej, a sadystyczną wręcz przyjemność czerpie z cierpienia swoich fanów. Jednak otrzymanie paru kluczowych informacji, szczególnie o przeszłości Celaeny, warte jest każdego cierpienia.

Autorka tym razem nie porusza się tylko po jednej płaszczyźnie, a czytelnik na zmianę przenosi się aż do trzech lokacji. Śledzimy losy zabójczyni w Wendlyn i krainie Fae, Dorianowi i Chaolowi towarzyszymy w stolicy Adarlanu i… poznajemy nową bohaterkę Manon dziedziczkę Czarnodziobych. To właśnie najnowsza postać wzbudza najwięcej kontrowersji i nie raz spotykałam się z opiniami, że wstawienie jej wątku jest co najmniej wątpliwym posunięciem. Ostatnio często zdarza mi się z opiniami innych nie zgadzać, podobnie jest i w tym przypadku. Poznałam już twórczość Maas na tyle dobrze by domyślać się, że tak dokładne przedstawienie postaci nie jest bezpodstawne, a wiedźma nas jeszcze może zaskoczyć. Zresztą, jak dla mnie, wątek był na tyle ciekawy, że nie przeszkadzało mi chwilowe odstawienie pozostałych bohaterów na bok.

Cenię sobie sposób w jaki autorka prowadzi nie tylko akcję ale i rozwój bohaterów. Z tomu na tom obserwujemy ogromny progres nie tylko w kunszcie autorki, ale przede wszystkim w charakterach postaci. Mimo że nigdy nie były płaskie, teraz każdy dosłownie rozkwita. Dojrzewanie do pewnych decyzji, zmiany w lepszą czy gorszą stronę w realnym życiu są nieuniknione dlatego bardzo nie lubię gdy pisarze o tym zapominają. Na szczęście Maas do tych zapominalskich nie należy, a obserwowanie zmian które wprowadza to prawdziwa przyjemność.

Czy to książka bez skazy? Tak! Szczególnie odkąd pojawił się Rowan.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *