Recenzja- „Tłumacząc Hannah” Ronaldo Wrobel

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

17265637_280681605678242_2294212946445729792_n

 

 

Początek roku obfituje w premiery. Nie ma wydawnictwa które nie zasypuje czytelnika coraz to nowymi tytułami, a żeby je wszystkie przeczytać musielibyśmy nie rozstawać się z książkami przez naprawdę długi czas. Starannie dobierałam sobie lektury, uważając by nie zasypać się terminami jednak… No cóż nie do końca mi się to udało. Sprawy prywatne położyły się długim cieniem nad moimi planami czytelniczymi, dlatego właśnie Tłumacząc Hannah dość długo czekało na swoją kolej. Może to i lepiej? Może dzięki temu mogłam w pełni poczuć tę niesamowitą historię?

Rio de Janeiro, lata 30. XX wieku. Pochodzący z Polski szewc Max Kutner zostaje zmuszony do pracy w cenzurze listów żydowskich imigrantów

Świat nieuchronnie zmierza ku II wojnie światowej. W Brazylii nowy dyktatorski rząd, podejrzewając komunistyczny spisek z „semickimi wpływami” i poszukując szpiegów oraz sabotażystów, usiłuje kontrolować wszelką komunikację. Jeden z licznych przybyszów z Polski, Max Kutner, zostaje zmuszony do pracy w cenzurze korespondencji. Tłumaczy z jidysz na portugalski listy takich samych jak on żydowskich imigrantów, by wytropić w nich zaszyfrowane informacje. Zmagając się z wyrzutami sumienia, samotny szewc stara się wykonywać swoje zadania na chłodno i z dystansem, lecz sprawy wymykają mu się spod kontroli, kiedy wpada w zachwyt nad listami pisanymi do siostry przez dobrą duszę o imieniu Hannah. Max zakochuje się w zachwycającej nieznajomej i obsesyjnie jej poszukuje. Kiedy ją wreszcie poznaje, odkrywa więcej, niżby się spodziewał i chciał. Nawet w odniesieniu do siebie samego.

To niesamowita historia, osadzona w niezapomnianych czasach. My, Polacy, zapominamy czasami, że obie wojny światowe odcisnęły swoje piętno nie tylko na naszym kraju. Ucieka naszej świadomości fakt istnienia innych państw które przeżyły ogromne zmiany w dwudziestoleciu międzywojennym. Tłumacząc Hannah zabiera nas w niesamowitą podróż aż za ocean, jednak nie zapominając o polskich akcentach.

Ameryka południowa kojarzy mi się raczej z miejscem ucieczki nazistów po II WŚ, nieznany był mi dotąd fakt, że wcześniej kraje te służyły za schronienie dla rzeszy… Żydów. To właśnie między innymi o nich jest ta opowieść. Śledząc losy Maxa i poznając Hannah jednocześnie obserwujemy zwyczaje i nawyki społeczności żydowskiej. To w jaki sposób uciekinierzy z Europy Wschodniej, odnajdują się w klimacie i zwyczajach tak odmiennych od naszych, jest dla mnie jedną z ważniejszych odkryć powieści.

Ta piękna książka przesiąknięta jest wręcz magią i mądrością. Z początku podkreślałam wszystkie niesamowite sentencje, później stwierdziłam, że musiałabym pokreślić cała książkę… Obracałam słowa na języku, smakowałam je, analizowałam sylaba po sylabie. Piękne słowa użyte z taką mądrością i talentem nie zdarzają się często. Warto docenić każde z nich.

Jednak co z Hannah? Myślę, że była to osoba równie nierzeczywista co marzenia senne. Nie dlatego, że jej historia jest niemożliwa, a dlatego, że sama Hannah nie wiedziała kim jest. Zmieniała całe swoje jestestwo zależnie od sytuacji, była tak niejednoznaczna, że jakiekolwiek normy jej nie obejmowały. Odkrywanie jej krok po kroku przez Maxa było przygodą równie ekscytującą co przygnębiającą… A finał? Wbrew temu co pomyślał autor, takie zakończenie było dla Maxa najlepsze.

Zdecydowanie polecam wam tę książkę. Nie jest to historia szpiegowska nasączona ekscytującymi scenami walki i pościgów. To historia wielkiej miłości do ułudy, historia odkrywania samego siebie i godzenia się z prawdami życiowymi. Niesamowite słowa, w przepięknej formie podane w tak przystępny sposób nie zdarzają się często. Warto tej książce poświęcić chwilę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *