Recenzja- „Był sobie pies” W. Bruce Cameron

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

16230461_153142235190278_1147831001993445376_n

 
Kojarzycie skądś ten uroczy nosek? Możecie go znaleźć nie tylko w księgarniach ale też na plakatach promujących film o tym samym tytule. Dla mnie im częściej będę go oglądać tym lepiej, jest po prostu uroczy! Pomijając piękną okładkę, czy książka ma nam coś więcej do zaoferowania?

Oto pełna głębokich uczuć i zdumiewająca opowieść o oddanym psie, który życiową misją czyni wpajanie swoim właścicielom znaczenia miłości i pogody ducha. To powołanie wypełnia na przestrzeni… kilku żyć.
Bailey jest zszokowany – po krótkim i smętnym życiu, jakiego doświadczył w postaci bezpańskiego kundla odradza się w ciele niesfornego szczeniaka. Kiedy trafia pod opiekę ośmiolatka Ethana, który kocha go całym sercem, odkrywa nowe oblicze – dobrego, poczciwego psiaka. Jednak życie u uwielbianej rodziny to nie koniec przygód Baileya. Ponownie odradza się w postaci kolejnego psa!
Był sobie pies to pokrzepiająca i pomysłowa historia. Doprowadza czytelnika do skrajnych emocji – jest jednocześnie uroczo zabawna i dotkliwie przejmująca.
Ta książka w piękny sposób pokazuje, że miłość nie zna granic oraz że nasi najbliżsi zawsze są przy nas. Najważniejsze przesłanie powieści głosi, że każda istota na ziemi urodziła się z misją.
WSZYSTKIE PSY IDĄ DO NIEBA… CHYBA ŻE MAJĄ NIEDOKOŃCZONE SPRAWY NA ZIEMI

Pomysł na powieść, tak  jak sposób w którym historia została opowiedziana, jest po prostu niesamowity. Gdy narratorem zostaje zwierzę, pisarza czeka prawdziwe wyzwanie. W takim wypadku talent pisarski to jedno, a znajomość zachowań psów to co innego. Każdy właściciel czworonożnego przyjaciela wyczuje chociażby minimalny fałsz i niezgodności w naturze kudłacza. W tym wypadku behawioryzm to podstawa, ale do tego trzeba dodać dużą dawkę uczuć i… humoru. Kto bowiem widział szczeniaka który nie byłby urzekająco uroczy i zabawnie nieporadny?

Przez 392 strony śledzimy życie psa. A potem kolejne jego wcielenie… i kolejne… i tak, aż do… No właśnie do czego? Co takiego było sensem życia Baileya, na co czekał i czego pragnął tak bardzo, że zamiast odejść w spokoju odradzał się raz za razem? To niesamowita historia, pełna wzruszeń i radości. Bez chwili wahania zaakceptowałam wizję psiego umysłu zaserwowaną przez autora. Od dziecka moimi wiernymi towarzyszami są psy i mimo że każdy z nich różnił się charakterem, nie mam wątpliwości, że właśnie w ten sposób postrzegają świat.

Ciekawym aspektem powieści jest nie jest tylko oryginalny narrator ale też usiłowanie odgadnięcia jak psy widzą… nas. Ogrom miłości jaką pies jest w stanie darzyć swego właściciela jest powalająca i mogę porównać ją tylko do więzi łączącą matkę z dzieckiem. Bezinteresowna miłość często wbrew wielu krzywd, bezapelacyjne oddanie i gotowość poświęcenia własnego życia to olbrzymi ładunek emocji dla małego psiego serca. Jednak każdy kto miał w swoim życiu psa wie, że tak właśnie one kochają.

To uniwersalna historia w której każdy znajdzie coś dla siebie. Dla mnie była to niewiarygodnie wręcz  pouczająca lektura, która sprawiła, że nigdy nie zapomnę jak wiele psy znaczyły dla mnie… i jak wiele ja znaczyłam dla nich. Dla mojego pięcioletniego syna któremu tą książkę czytałam przed snem historia ta znaczy o wiele więcej. W okresie w którym czytaliśmy Był sobie pies odeszła od nas jego ukochana suczka Bela, a historia Baileya pozwoliła mu pogodzić się z tą stratą. Płakał i śmiał się razem ze mną, za te chwile bezgranicznie pokochałam całą tą niesamowitą przygodę.

Jeżeli Cameron miał kiedykolwiek psa musiał go naprawdę kochać, inaczej nigdy nie stworzyłby historii tak nasączonej miłością i ciepłem. Książka ta nie jest skierowana tylko do miłośników i właścicieli czworonogów. Każdy, absolutnie każdy znajdzie w niej coś dla siebie, a później? Kto wie może kupicie sobie psa?

4 comments on “Recenzja- „Był sobie pies” W. Bruce Cameron

  1. Cameron trochę przerysowuje to wszystko :) Psia miłość to przede wszystkim przywiązanie, z tak wielkim uczuciem to wiele wspólnego nie ma. Przywiązują się do ludzi bardziej, niż np. konie, na których przywiązanie trzeba się bardzo napracować (a trzymanie konia w pensjonacie i wizyty 3x w tyg to zwykle za mało XD), ale jednak… ich psychika działa inaczej, niż ludzka, a autor pokazał bardzo „nasze” oblicze miłości :) Niemniej, lektura sama w sobie jest po prostu milusia.

    1. Tak jak zawsze wszystko zależy tutaj od punktu siedzenia ;) Pies który był z nami 15 lat mimo, że nie mógł już się podnieść czekał 2 dni by pożegnać się z moim ojcem i zmarł w na jego rękach w momencie parę minut po tym ja ojciec wrócił do domu. Moja fretka gdy wyjechałam na studia zaczęła jeść coraz mniej, aż w końcu dosłownie włamała się do mojego starego pokoju by umrzeć na „naszym” miejscu. Psy które same mogły umrzeć poświęciły się by ratować moich rodziców przed zaczadzeniem gdy ci zostali w domku działkowym na noc, pies lizał po ręce mojego ojca, a suczka matkę by zbudzili się w porę. Wiem, że to może być oblicze przywiązania, ale dla mnie to po prostu najczystsza miłość z możliwych, a zwierzęta posiadają takie same uczucia jak ich właściciele. Zresztą ten kto ma kota ten wie, że to nie człowiek ma kota a kot człowieka ;)

  2. Książka to pozycja obowiązkowa szczególnie dla wszystkich psiarzy. Film również przypadł mi do gustu był równie wzruszający co „Marley i ja”. Co do psiej reinkarnacji według wierzeń ezoterycznych psy nadal opiekują swoimi właścicielami i wracają w kolejnych wcieleniach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *