Przedpremierowa recenzja- „Bramy Światłości t.1″ Maja Lidia Kossakowska

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

15625329_106224253212790_1724872575609208832_n

 

Istnieją autorzy których biorę w ciemno. Ba! Nie tyle co po prostu biorę, bardziej rzucam się jak ćpun po nieudanym detoksie. Jednym z takich pisarzy, a raczej pisarek jest Maja Lidia Kossakowska. Pamiętam gdy pierwszy raz przeczytałam książkę z cyklu o Zastępach Anielskich, pożyczoną od współlokatora, wałkowaną później tyle razy, że znajomy machnął  ręką i kazał ją sobie po prostu wziąć. Każda kolejna część nie  rozczarowywała, a tylko pogłębiała moje uwielbienie dla nie takich świętych aniołów. Tak samo jak inne powieści Kossakowskiej po które zaczęłam sięgać bez zastanowienia. Czy jestem jej fanką? Po takim wstępie ktoś jeszcze ma wątpliwości?

Pan odszedł i serce świata przestało bić. Królestwo, oparte na solidnej podstawie niebiańskiej hierarchii, musi trwać.

Daimon, jeszcze niedawno wyrzutek i szaleńca, pragnący zniszczyć świat, znów stał się szanowanym, choć niezbyt lubianym Świetlistym, Abaddonem Niszczycielem, w służbie Królestwu. Odwieczna, ulubiona banda uskrzydlonych drani, zabójców i intrygantów na nowo przygarnęła go do swoich wielkich, gorących serc. Alleluja!

Świetlista z dobrego rodu, imieniem Sereda – podróżnik, kartograf, odkrywca – która właśnie wróciła z kolejnej wyprawy, przyniosła Razjelowi, Panu Tajemnic dobrą nowinę. Znane jest miejsce bytności Pana.

Królestwo organizuje ekspedycję badawczą w dzikie i nieznane Strefy Poza Czasem, by rzucić się w wir najbardziej szalonych niebezpieczeństw czyhających gdzieś na najparszywszym zadupiu wszechświata i odnaleźć emanację Światłości.

Dowódcą wyprawy zostaje Tańczący Na Zgliszczach ze śmiercionośną Gwiazdą Zagłady.

Uważajcie na marzenia, skrzydlaci. Czasem spełniają się, jak klątwa.

Uważajcie na  marzenia, czytelnicy. Czasem spełniają się, jak klątwa. Ile razy wracając do tej serii marzyłam o kontynuacji, chociażby okruchach z anielskiego stołu. A co tam Głębią też bym nie pogardziła. Nadzieja umarła we mnie już dawno, ale książki z Abaddonemna froncie dalej zajmowały jedno z głównych miejsc na półce. Gdy Fabryka Słów puściła w świat info o nowej książce cyklu… No cóż to tak jakby rano kawę do łóżka przyniósł mi Brad Pitt. Tylko co w momencie gdy Brad okazałby się swoją wersją z długą, obleśną brodą, a kawa była bez mleka i cukru? Co gorsza taki sam los mógłby spotkać moją ukochaną serię… Odebrane marzenia to coś strasznego.

Na szczęście Bram Światłości nikt mi nie odebrał. Kossakowska stanęła na wysokości zadania i napisała książkę która dorównuje swoim poprzednikom. Każde słowo sprawiało, że przypominałam sobie  dlaczego tak bardzo zakochałam się w Daimonie i jego skrzydlatej ekipie. Kompletna jazda bez trzymanki. Potrzeba naprawdę niebywałego talentu by czytelnik nawet nie mrugnął czytając, że najlepszą bronią na paskudne demony jest musztarda i patyczki. Coś takiego przejdzie tylko w dwóch wypadkach- jeżeli książka to komedia albo gdy autor tak sprawnie kreuje swój świat i bohaterów, że wierzymy mu bez żadnych zastrzeżeń.

Czytelnik wraca do tego co teoretycznie zna bardzo dobrze, jednak sytuacja i lokalizacja diametralnie się zmienia. Daje to Kossakowskiej  niesamowite pole do popisu bo obojętnie co ktoś o niej myśli, umiejętności kreowania świata nikt odmówić jej nie może. Tak jak zmieniła się kraina, tak zmienili się bohaterowie. Po traumatycznych przeżyciach poprzednich części każdy przeszedł pewną przemianę i teraz mamy okazję niejako poznać ich na nowo.

Wszystko, absolutnie wszystko jest takie jak być powinno. Tańczący Na Zgliszczach jest dalej tak mroczny i ironiczny, no może trochę bardziej smętny. Lampka świeci mocniej niż wcześniej. Zgniły Chłopiec ma tak samo przerypane co poprzednio, no może trochę bardziej. Piołun dalej jest na równi niepoczytalny co niezastąpiony. Jednym słowem każdy jest na swoim miejscu, czasem trochę odmieniony ale proszę Was kto przez tysiąclecia nie ewoluuje?

To pierwszy tom i jeżeli autorka utrzyma dotychczasową tendencję czeka nas jeszcze jedna część podróży ku Światłości. Kto wie może więcej? Jeżeli to ilość nie wpłynie na jakość, jak dla mnie może być jeszcze tych części znacznie więcej.

Kossakowska to jedna z lepszych autorek prawdziwej, czystej fantastyki na polskim rynku. Mało który pisarz może stanąć z nią w konkury i tą powieścią to udowodniła.

4 comments on “Przedpremierowa recenzja- „Bramy Światłości t.1″ Maja Lidia Kossakowska

  1. Bardzo mi się ta książka podobała, chociaż sięgnęłam po nią bez znajomości serii – tak w ramach motywacji, bowiem stoi ona na półce i czeka :D Teraz wiem, że sięgnę po nią szybciutko :D

  2. Może to dziwne, ale nigdy wcześniej nie słyszałam o tej autorce. Co prawda, czytam mało polskiej literatury, jednak Twoje pochwały książki skutecznie mnie do niej zachęciły. (:
    Porównanie z Pittem – świetne! :D

    1. Kiedyś też średnio chętnie sięgałam po rodzimych autorów, fantastyka jeszcze się broniła, reszty unikałam. Okazało się z czasem, że naprawdę mamy się czym pochwalić i co czytać ;)

      Miałam wyjątkowo dobry humor jak pisałam recenzję, stąd ten Pitt mi się wkradł :D To dziwne, że zawsze jak mam dobry humor to o nim myślę? :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *