Cała prawda

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

sad_pregnant_woman

 

Każda ciężarna to chodząca ostoja szczęścia, macierzyństwa i uosobienie kobiecości. Cud nowego życia sprawia, że życie kobiety staje się jak wyjęte z bajki i wszędzie towarzyszy jej szczęście i uśmiech.

Gówno prawda.

Ciąża i macierzyństwo nie zawsze jest tak bajeczne jak się wydaje- nie zawsze też, jest takie straszne jak dobre znajome nas straszą. Wszystko zależy od nas i od tego co się w naszym organizmie dzieje. Pamiętam swoją pierwszą ciążę… To była bajka. Miałam energii za trzech już od pierwszych dni. Apetyt na seks tak wielki, że mój facet ledwo stał na nogach. Zachcianki były ale nie tragiczne, humorów praktycznie wcale. Miałam wrażenie, że właśnie przeżywam najpiękniejsze momenty swojego życia i to szczęście promieniało z każdej mojej komórki. Było po prostu cudownie. Do czasu aż nie wylądowałam w szpitalu a lekarze nie stwierdzili konfliktu serologicznego.

Wtedy zaczął się koszmar. Oczywiście jak na twardą babkę przystało uśmiechałam się i każdemu ciągle powtarzałam „Będzie ok”. Tak jakbym sama w to wierzyła. Później chowałam się w szpitalnej łazience, lub gdy już wszystkie kobiety na sali zasnęły płakałam. Płakałam tak jak jeszcze nigdy w życiu. Mój syn nie chorował. To MÓJ organizm go zabijał. Zabijałam własne dziecko, niszczyłam jego komórki z olbrzymią premedytacją. Może to kara za to, że gdy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym pierwszą myślą było „to jeszcze za wcześnie”. Obwiniałam się strasznie. Mój organizm wykrył pasożyta i dokładał wszelkich starań by się go pozbyć.

Tak wtedy działał mój umysł. Potrafiłam jednak zachować pozory i uśmiechać się w ciągu dnia, dopiero gdy zostawałam sama grzęzłam w tych myślach i chłonęłam je całą sobą. Gdy urodził się Kuba i lekarza wróżyli nam co najmniej miesięczny pobyt na oddziale, transfuzje krwi i intensywne leczenie dalej udawałam silną. Depresję poporodową widział tylko Maciek. To on kąpał małego przez pierwszy miesiąc( może dwa, nie wiem wszystko mi się zlewa…), to on karmił ze mną na zmianę Kubę i co drugą noc brał przy nim dyżur. To on wyciągał mnie na siłę na dwór i czasami by postawić mnie do pionu wrzeszczał, żebym w końcu wyszła z pokoju i wzięła małego na spacer. A ja ciągle bałam się, że zrobię mu krzywdę, że dokończę to co zaczęłam. Jednocześnie okazywałam mu tyle miłości ile tylko mogłam.

Z perspektywy czasu wiem jakie to było głupie. Wiem, że przy pierwszych takich myślach które pojawiły się w szpitalu powinnam poprosić o konsultacje u psychologa. Nie powinnam udawać silnej- raniłam tym siebie, a nie pomagałam nikomu.

Myślałam, że druga ciąża będzie łatwiejsza. Myliłam się.

Jest gorzej… Szczęście? Oczywiście czuję je. Ciesze się, że fasolka rozwija się we mnie, czuje fale miłości na każdą myśl o niej/nim. Ale jednocześnie czuję ogromny smutek.

Ta ciąża nie przypomina pierwszej. Nie jest taka piękna i radosna. Od pierwszego dnia wiem, że konflikt serologiczny się pojawił. Wiem jak może być ciężko, wiem jakie konsekwencje może ponieść dziecko. Wizja cotygodniowych transfuzji wewnątrzmacicznych, ciągłych badań i leżenia w szpitalu oddalonego o 200 km od Maćka i Kuby mnie przytłacza. Możliwość, że mimo wszystko dziecko może urodzić się chore… Nie jestem w stanie wyrazić tego słowami.

Codziennie katuje się tymi samymi pytaniami. Co będzie gdy wyniki okażą się złe i przeciwciała już mają wpływ na dziecko? Co się stanie gdy badania prenatalne za tydzień pokażą, że płód od początku źle się rozwijał? Jak Kuba poradzi sobie tak daleko ode mnie? Czy dam radę wychować dziecko i dawać Kubie tyle samo miłości i ciepła jeżeli jego rodzeństwo będzie w jakiś sposób niepełnosprawne? Co z kolejną ciążą? Wiem, że nie mogę w nią zajść, wiem że sobie z tym nie poradzę… Może lepiej poddać się zabiegowi podwiązania jajowodów by nigdy więcej tego nie przechodzić?

Przez ten miesiąc gdy mnie nie było przechodziłam piekło. Codziennie te same pytania na które brak odpowiedzi. Każdego dnia silne bóle brzucha i wymioty bardziej przypominające zatrucie pokarmowe. Gdy one się skończyły rozpoczęły się migreny. Bóle tak silne, że czasami nie mogłam wstać z łóżka, miałam trudności ze składnym mówieniem, odczuwałam silny światłowstręt i mdłości. Wczoraj cały dzień  miałam taki atak. Wczoraj też podjęłam decyzję, że dość tego.

Codzienne łzy i zamartwianie się mi nie pomogą. Nikomu nie pomogą. Sprawiają tylko, że inni cierpią razem ze mną. Wyników badań nie zmienię ani nie przyśpieszę. Muszę czekać, nie mam innego wyjścia.

Przez ten czas nie przeczytałam ani jednej książki. ANI JEDNEJ. W końcu nawet Maciek mnie do tego zachęcał, a ja po prostu nie mogłam się przełamać. Może bałam się, że odczuję jakąś przyjemność? A przecież nie powinnam…

Teraz już wiem, że gdy zawitam w Poznaniu to jedną z pierwszych rzeczy po badaniach będzie rozmowa z psychologiem. Nie chcę zostać z tym sama. Żadna z nas nie powinna.

Każda z kobiet ciąże przechodzi inaczej. Ciąża to nie choroba. Krew we mnie się gotuje gdy to słyszę. Dla wielu kobiet jest to zdanie krzywdzące bardziej niż wam się wydaje. Nie każda z nas w ciąży jest radosnym skowronkiem, z pięknym brzuszkiem który każdy dotyka i głaszcze jakby miał spełniać życzenia. Niekiedy ciąża może być najgorszym okresem w życiu niezależnie od tego jak bardzo kochamy i oczekujemy narodzin naszego maleństwa. Potępianie i strofowanie kobiet które tak myślą jest tak wielkim chamstwem, że aż mam ochotę użyć mocniejszego sformułowania.

To żaden wstyd cierpieć. Szkoda, że sama zrozumiałam to tak późno… Brak uśmiechu i mówienie głośno o swoich problemach to żadna ujma na honorze. A wszyscy ci którzy tego nie rozumieją… Ich sprawa.

Pierwszy raz powiedziałam to głośno. Do tej pory o moich rozterkach i problemach wiedziała garstka osób. Jednak wykrzyczenie tego przyniosło mi ogromną ulgę, a jeżeli chociaż jedna ciężarna w tym momencie pomyśli że nie jest sama… Nie jesteś. Nieszczęśliwych ciężarnych które kochają własne dzieci jest o wiele więcej niż Ci się wydawało.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *