Blokowanie recenzji przez autora- obraźliwe komentarze, fałszywe maile. Czyli jak się nie zachowywać gdy ktoś skrytykuje twoją książkę

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wiecie jak to jest gdy myślicie, że nic już was nie zaskoczy a na koniec wychodzi, że tak naprawdę to nic o życiu nie wiedzieliście? Nie będzie tu żadnych zdjęć książek, czy innych grafik odpowiednich do tematu (chociaż pojawi się dużo print screenów), po prostu brak mi sił i nie jest to tekst który wymaga jakichkolwiek ozdobników.

Tak więc po kolei.

1 października 2014 roku na mojej stronie ukazała się recenzja Sanktuarium Śmierci autorstwa Dariusza Rekosza (link tutaj). Pod tym wpisem ukazało się parę komentarzy w tym ten pozostawiony przez niejakiego Marka 11 października 2014. Komentarz o dość obraźliwej treści:

Co za bzdurna recenzja!
Palnij się w łeb bo chyba nadajesz się tylko do czytania babskich bzdetów.
A Replika nie powinna ci więcej dawać książek.
Ja pier…ole! Ty chyba nie wiesz o czym w ogóle jest „Sanktuarium”… Masakra!

Wiecie jak to jest, człowiek zbytnio się nie przejmuje więc komentarza nie usunęłam, odpowiedziałam na niego i o sprawie kompletnie zapomniałam. I tak by pozostało gdyby nie komentarze które wpłynęły 14 lutego 2016 czyli ledwie dwa dni temu.

Co za idiotyczna recenzja!
Książka jest świetna! Walnij się w czaszkę lub przerzuć na harlekiny!

Oraz

Jasne – czytaj Greje, debilko!

Gdyby nie to, że autor tych komentarzy podpisał się tak samo jak ten kto wystawił mi komentarz w 2014 roku też jakoś specjalnie nie przejęłabym się ich treścią. Przyznaje jednak, że słowo „debilka” lekko już zapiekło. Postanowiłam więc napisać maila pod adres podany przy pozostawieniu komentarza. Miałam dobry humor więc wiadomość była z lekkim przymrużeniem oka, ot chciałam trochę trollować trolla ;)

Witam,

Panie Marku pierwszy raz zdarza mi się wykorzystać mail podany przy komentarzu. Chciałam jednak podziękować za wytrwałe powroty na mój blog. Komentarze pozostawione w 2014 roku i te z wczoraj dają wrażenie prawdziwie oddanego fana który po tylu latach nie może przestać myśleć o tak ważnej dla niego recenzji. Jeżeli nie jesteś autorem skrytykowanej przeze mnie książki, to gratuluje temu pani tak oddanego fana, dzięki niemu i również mi się wierny czytelnik trafił.

Nazwanie mnie debilką czy czytelniczką „harlekinów” przynajmniej w części mija się z prawdą. Tobie mój drogi fanie pozwolę wybrać w której ;)

Miłego,
Mocnosubiektywna

Odpowiedź przyszła dość szybko bo po 36 minutach, jednak treść odpowiedzi była dość dziwna.

mail

Dziękuje Bogu za byłego faceta który był informatykiem bo od razu rzuciły mi się w oczy podejrzane rzeczy- automatyczna odpowiedź wysłana po ponad pół godzinie, dziwna treść maila oraz zachęcenie w celach bezpieczeństwa do usunięcia strony na których wpis z danym adresem wystąpił. Czyli USUNIĘCIE MOJEJ RECENZJI! Zresztą zaraz, zaraz od kiedy samo wpisanie adresu e-mail, bez otwierania powiązanych z nią stron itd powoduje zagrożenie wirusami? I skoro wysłałam pod ten adres wiadomość dlaczego niby automatyczna odpowiedź dotyczyła usunięcia powiązanych wpisów?

Zrobiłam szybkie (naprawdę nie wymagało to niczego więcej niż wygooglowania adresu) śledztwo i o dziwo okazało się, że wyszukiwany przeze mnie adres e-mail powiązany jest z użytkownikiem allegro o nazwie…. rekosz. Przypomnę Wam tylko, że autorem książki od której się to zaczęło jest Pan o nazwisku Rekosz. Zbieg okoliczności?

rekosz3

Żeby tego było mało kolejna informacja jaką znalazłam było forum na portalu Gazeta.pl. Forum dotyczyło tematu „ile zarabia się na książce” a dość aktywnym komentatorem w dyskusji był użytkownik który posługiwał się początkiem danego adresu e-mail (samego w sobie dość specyficznego). Użytkownik ten pisał o tym ile zarabia na swoich książkach oraz jak można zarobić na swojej twórczości, co jakiś czas umieszczał link do strony z JEGO książkami i ich recenzjami. Książki te można było zobaczyć na stronie szkolnydetektyw.pl która już nie istnieje jednak seria książek Szkolny Detektyw z internetu nie zniknęła i bardzo łatwo namierzyć ją np. na portalu lubimyczytac.pl. Czy jesteście w stanie zgadnąć już kto jest autorem tych książek? Tak. Dariusz Rekosz. Dla zainteresowanych link to forum możecie znaleźć tutaj. Fragment tego forum gdzie użytkownik dr700411 pisze o swoich książkach z wspomnianej już przeze mnie serii

forum

 

Wyobrażacie sobie jak nisko upadła mi szczęka gdy przekonałam się, że te anonimowe komentarze pod moją recenzją napisał autor książki? Komentarze w których zostałam nazwana DEBILKĄ. Słowa pełne jadu i niechęci. Po krótkim wyszukiwaniu okazało się, że praktycznie pod każdą negatywną recenzją w blogosferze pojawiały się komentarze o podobnej treści, jednak w większości nie zostały w żaden sposób podpisane. Nie jeden bloger podejrzewał, że to autor książki nie może pogodzić się z krytyką jednak nikt nie dociekał szczegółów.

Napisałam kolejną wiadomość, w której poinformowałam autora o tym, że jego tożsamość nie jest już anonimowa, oraz że wymyślił sobie całkiem ciekawy sposób na usuwanie niepochlebnych recenzji. Wspomniałam również o powiązaniu z kontem allegro, dzięki czemu oczywiście takiego powiązania google już nie wykazuje. W odpowiedzi dostałam tą samą wiadomość wysłaną niby przez Interię. Z tym, że tym razem odpowiedź AUTOMATYCZNA została wysłana po ponad 90 minutach. Znów automat troszkę się spóźnił.
Zanim zdecydowałam się napisać o tym wszystkim skontaktowałam się również z portalem Interia.pl tak by ostatecznie upewnić się, że odpowiedź jaką dostawałam na swoje maile nie wyszła z ich strony. Najpierw wysłałam wiadomość przedstawiającą sytuację, później zadzwoniłam na ich infolinie gdzie konsultantka kategorycznie odcięła się od tej wiadomości. Zwróciła mi też uwagę na jej niepoprawną formę, takie wiadomości od portalu zawsze zakończone są komunikatem w języku angielskim oraz informacją o portalu z adresem, numerem KRS itd. Nie wspominając o tym, że wiadomości automatyczne wysyłane są AUTOMATYCZNIE nie w takich odstępach czasowych. Dostałam również maila zwrotnego z potwierdzeniem, że wiadomość ta nie została wysłana przez portal Interia.pl tak więc ostatnia zasłona została zerwana.

Nie wymagam od pisarzy bycia chodzącą ostoją kultury, mówienia na co dzień wierszem, najlepiej w staropolszczyźnie. Niech biją się, piją i ulegają namiętnością tak jak reszta tego łez padołu. Ale są pewne zachowania na które przymknąć oka nie mogę. Obrażanie swoich czytelników i to w pod przykryciem anonimowości jest jednym z takich zachowań. Nazwanie tego niegodnym to mało powiedziane. Ot po prostu zwykłe chamstwo, mimo że tyle się teraz mówi na temat zatrzymania fali hejtu która po sieci krąży od jakiegoś już czasu. Ciekawa jestem jak długo trwa ten proceder i ile recenzji temu panu udało się usunąć.

Nie po słowach a po czynach ich poznacie- no cóż słowa jak i czyny tego pana są aż nadto wymowne.

Edit:

Nie chciałam rozbijać wątku na wiele historii dlatego postanowiłam edytować wpis. Na mojej skrzynce e-mail pojawiła się wiadomość wysłana z oficjalnego adresu Pana Dariusza Rekosza zawierający następujące wyjaśnienie:

Szanowna Pani,

Zostałem poinformowany przez znajomych z portalu Facebook, że otrzymała Pani wulgarny e-mail z adresu dr700411@interia.pl, podpisany moim imieniem i nazwiskiem, zawierający w stosunku do Pani treści obraźliwe.

Informuję, że już od wielu lat nie korzystam z ww. adresu e-mail, a jeżeli sytuacja taka faktycznie miała miejsce, to nie jest Pani moją pierwszą „ofiarą”. W przeszłości już kilka razy nieznane mi osoby podszywały się pode mnie, wykorzystując ww. adres e-mail, którego dane dostępowe zostały mi „skradzione”.

Jednocześnie powiadamiam, że bodajże od listopada 2008 korzystam z JEDYNEGO oficjalnego adresu e-mail - dariusz@rekosz.pl

Pozdrawiam serdecznie
Dariusz Rekosz

Odpisałam Panu Dariuszowi, że wyjaśnienie przez niego wysłane zostanie umieszczone we wpisie informującym o sprawie, ale że mimo wszystko dalej nie czuje się przekonana. Wysłaliśmy jeszcze do siebie dwie kolejne wiadomości które nic ciekawego do sprawy nie wniosły, poza tym, że Pan Rekosz stwierdził, że nie wie nawet jaki to wpis i o co tak naprawdę w sprawie chodzi. Zaciekawiło mnie skąd w takim razie wziął mój e-mail skoro nie był nawet na moim blogu. Oto ostatnia odpowiedź z jego strony jaką dostałam, która mam nadzieję, będzie już ostatnią ponieważ tak naprawdę co więcej można tu dodać?

Dzień dobry, raz jeszcze,

Adres e-mail otrzymałem za sprawą znajomej blogerki, która prawdopodobnie dotarła do wspomnianego przez Panią wpisu i poinformowała mnie o całym zajściu. Wyraziła się chyba jednak nie dość dokładnie, bo zrozumiałem, że ktoś wysłał do Pani wiadomość e-mail, a teraz widzę, że chodzi o recenzję książki…

No tak, gdyby mnie Pani znała osobiście, to wiedziałaby Pani, że ja nie mam nic przeciwko jakimkolwiek recenzjom. W wielu wywiadach prasowych, radiowych i telewizyjnych wypowiadałem się nie raz, że każdy z nas ma indywidualny gust czytelniczy i podobają się nam różne teksty. Dlatego też nie dziwię się, że komuś moja książka (ta, czy inna) może przypaść do gustu, a komu innemu nie. Podobają nam się różne filmy, różne samochody, różni politycy – to normalne.

Proszę zajrzeć chociażby do materiału z grudnia ub. roku - 
http://www.rekosz.pl/media.php?id=145

a szczególnie słuchać od 2 minuty tego talk-show…

Nie wiem, co mogę Pani jeszcze napisać. Chyba tylko to, że to przykre, że ktoś zrobił nam obojgu nieprzyjemną rzecz. Kiedyś w sieci głośna była sprawa pewnej pisarki, która próbowała pastiszować moje teksty – zupełnie nie rozumiem dlaczego. Podobno i ona była zamieszana w podszywanie się pode mnie. Ale proszę mi wierzyć, ja nawet nie mam czasu żeby rejestrować zachowania zachwianych emocjonalnie osób, a co dopiero wdawać się z nimi w jakiekolwiek utarczki.

Rozumiem Panią doskonale, że dać wiarę nieznanej osobie, co do której powzięło się domniemanie, iż Panią obraziła jest sprawą nader trudną, ale proszę mi wierzyć – za poważny jestem na tak bezczelne i ordynarne hejtowanie, jakie ktoś umieścił w komentarzu pod Pani recenzją. Na kilometr pachnie mi to prowincjonalizmem i prymitywizmem (a mówiąc kolokwialnie „gówniarstwem”). Zwłaszcza, że osobiście jestem zdania, że Harlequiny (lub jak ktoś napisał „harlekiny”) mają rację bytu, skoro są czytelnicy którzy po nie sięgają :)

Pozdrawiam serdecznie
Dariusz Rekosz

 

Nie ukrywam, że ja osobiście przekonana się nie czuję. Ciężko mi uwierzyć, że ktoś kradnie konto prawie nieznanego pisarza, a później używa go tylko po to by w sieci pisać obraźliwe komentarze pod negatywnymi recenzjami jego książek z uporem maniaka przez tyle lat. Tym bardziej ciężko mi uwierzyć, że gdy ten pisarz zdaje sobie sprawę z tego, że ktoś używając jego starego adresu e-mail obraża innych i wykorzystując go podszywa się pod niego nie robi z tym absolutnie nic. A przecież pisarz całe życie pracuje na swoje dobre imię, które w ten sposób znacznie traci na wartości. Każdy normalny człowiek koło czegoś takiego nie przeszedł by obojętnie, co dopiero mówić o osobie która pracuje piórem i nazwiskiem?

Jednak ocenę sytuacji pozostawiam wam i moje wątpliwości nie muszą być waszymi. By zachować się fair postanowiłam dać wam wybór- sami zdecydujcie w co wierzyć.

122 comments on “Blokowanie recenzji przez autora- obraźliwe komentarze, fałszywe maile. Czyli jak się nie zachowywać gdy ktoś skrytykuje twoją książkę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *