27 września- dzień urodzin mojego męża. Dzień w którym prawie straciliśmy życie.

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Po raz pierwszy nie mam ochoty dobierać żadnego zdjęcią, zresztą w mojej galerii nie ma żadnego które by odpowiadało temu co się stało…

Robiliśmy remont życia, całe piętro ogromnego domku dla nas. Duży kredyt, jeszcze więcej chęci. Mimo, że można by było kręcić podczas niego odcinki Usterki przeszło prawie gładko. Mój wymarzony kącik wyglądał już powoli tak jak sobie to wyobraziłam. Dzisiaj mieliśmy skończyć dekorować i malować pokój naszego synka, czekamy na meble do kuchni i… W końcu możemy mieszkać tam gdzie słowo dom nie brzmi dziwnie.

27 września wydarzyły się dwie rzeczy; moja połówka świętowała swoje 29 urodziny i po raz pierwszy w życiu dzwoniłam na straż pożarną trzymając dziecko na rękach i starając się nie płakać. Ale od początku. Co się stało?

Godzina 22.00 zaczął się program Betlejewskiego którego wprost uwielbiamy. Tylko i wyłącznie dlatego jeszcze nie spaliśmy, normalnie taka godzina zastaje nas już lekko pochrapujących. Z racji urodzin zrobiliśmy małemu dzień dziecka i mógł z nami posiedzieć dłużej. W kominku wesoło palił się ogień dający niesamowity klimat. Jakieś 20 minut później Maciek poszedł po herbatę, a ja tarzałam się z Młodym po kanapie. Nagle telewizor i dekoder zgasł, z tym charakterystycznym dźwiękiem wywalania korków. Zwarcie. Ale gdzie, co jak? Maciek wrócił zaczęliśmy szukać, podnieśliśmy głowy w tym samym momencie… Spod lampy wydobywał się dym. Panika. Strach… Nazwijcie to jak chcecie. Zawołałam brata z góry, wzięłam na ręce przerażone dziecko i uciekłam z nim na piętro. Na dole dym, ogień, strach. Dzwoniłam przerażona na straż pożarną, instalacja elektryczna się pali błagam przyjeździe jak najszybciej. Przyjechali.

Na szczęście nikomu nic się nie stało, ogień dzięki szybkiej reakcji nie wyrządził większych szkód. Jednak momentu gdy przytulałam swoje dziecko na schodach zewnętrznych wypatrując straży pożarnej, w chwili gdy z domu wydobywało się coraz więcej dymu… Te sekundy które trwały jak godziny podczas których musiałam przed swoim maleństwem udawać, że jest wszystko ok i żeby się nie bał, jednocześnie w środku pękając na pół… Nigdy tego nie zapomnę, nigdy nie przestane się bać. Gdybyśmy spali, najpierw byśmy się zaczadzili, a nawet jeżeli ktoś z nas się obudził parę minut później uratowalibyśmy życie ale stracili dom. Wszystko co mamy.

Co się stało? Pan budowlaniec który remontował nam pokój zostawił nagi kabel tuż nad rurą komina. Nie zaizolował, nie zrobił nic by go zabezpieczyć mimo, że materiałów miał pod dostatkiem. Byleby szybko. Byleby wpadła kasa. Nie myślał o konsekwencjach. Jakie były nasze błędy? Nie spisaliśmy z nim umowy, na szczęście świadków i nagranych rozmów telefonicznych mamy aż nadto by w razie czego wytoczyć mu sprawę. Na szczęście póki co wydaje się, że wszystko skończy się dobrze. Dziś był zobaczyć co się stało i wymusiliśmy na nim naprawę szkód na jego koszt w tempie ekspresowym. Czy obejdzie się bez problemów tak jak deklarował? Nie mam pojęcia. Ale mój wymarzony remont zamienił się w koszmar.

Cieszę się, że tak się skończyło, że nikomu nic się nie stało… Jednak boje się co będzie dalej. A jak teraz wygląda mój piękny kominek? Moje pomalowane ściany, mój DOM?


DSCF5418

Jak wygląda moja psychika? O wiele gorzej…

10 comments on “27 września- dzień urodzin mojego męża. Dzień w którym prawie straciliśmy życie.

  1. Najważniejsze, że jesteście cali, a dom… szkoda oczywiście włożonej pracy, starań, marzeń, wreszcie pieniędzy… Moja babcia przeżyła pożar własnego domu, takie wydarzenia pozostają w pamięci… Ale życzę Wam, by tych dobrych emocji i wydarzeń było tak dużo, że ten dzień odejdzie w zapomnienie.

    1. Mam nadzieję, że Twoja babcia poza domem nie straciła w pożarze nic więcej… Ciągle odtwarzam w głowie każdą sekundę wczorajszych wydarzeń i… Kurde gdyby nie głupi program telewizyjny już byśmy spali. Gdyby nie głupi zbieg okoliczności zaczadzilibyśmy się. Bez ustanku zbierają mi się łzy w oczach, boje się rozpalania w kominku, zostałam bez prądu w gniazdkach, bez działającego pieca ze skrzywdzoną psychiką.

      Matko czy ci ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że narażają kogoś życie?

      1. nikt nie ucierpiał, ale materialnie Babci ciężko było się pozbierać.
        Nie chcę (i nie zamierzam) usprawiedliwiać ekipy, ale wydaje się, że oni nawet nie myśleli czym to może się skończyć. Zrobili swoje byle szybko i byle jak, ale teraz konsekwencje może posłużą im nauczką na przyszłość.

        1. Niestety najgorsze jest to, że wiedzieli. Skontaktowaliśmy się z pomocnikiem fachowca i ten gdy dowiedział się co się stało nieprzebierając w słowach opowiedział nam jak mówił fachowcowi, że trzeba dać izolacje bo będzie źle a ten odparł mu „pie*dol to”. To chyba boli najbardziej…

          Nie dziwie się, u nas straty są niewielkie ale i tak je odczuwamy w kieszeni ale stracić wszystko? Podziwiam i współczuje…

    1. Prawdopodobnie skończy się tak, że ekipa która nam to zrobiła teraz poprawi wszystko na swój koszt. Więc możliwe, że obejdzie się bez sprawy w sądzie i kolejnej traumy. Cieszę się, że nic nikomu się nie stało, że mam wszystkich całych i zdrowych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *