Przepraszam

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

zima

Skąd takie zdjęcie? Dlaczego tutaj i teraz? Ma ono symbolizować to, że moja droga się jeszcze nie skończyła, pokazać Wam, że mimo wejścia w „ciemny las” w końcu znajdę wyjście.

Obiecuje to nie tylko Wam ale i sobie. Może przede wszystkim sobie?

Ciężko nie zauważyć, że minął już dobry miesiąc od ostatniego wpisu. Nikt już pewnie tu nie zagląda, nie mogę mieć o to pretensji. Jeżeli jednak jakaś dobra duszyczka przez przypadek tu zbłądzi dowie się dlaczego zniknęłam. To nie o to chodzi, że straciłam serce do czytania i pisania. Wręcz przeciwnie, za każdym razem jak pomyślę z czego zrezygnowałam moje serce krwawi i czuję wręcz fizyczny ból. Większość z Was, osób które prowadzą blogi o takiej tematyce, dalej się uczą, albo szkołę skończyły i są teraz aktywne zawodowo. Macie więcej czasu niż ja, o wiele lepszą sytuację. Wiem, że jest masa osób które godzą pracę zawodową, wychowywanie dziecka, prowadzenie domu i jednocześnie prowadzenie bloga. Mi się jednak ta sztuka przestała udawać.

Nie chce się tłumaczyć i usprawiedliwiać. Nie chcę ale muszę ;) Dawałam radę pogodzić to wszystko, dzięki temu że synek chodził do żłobka i gdy trafiałam na dzień wolny w tygodniu ewentualnie po nocce pospałam tylko dwie godziny, miałam kiedy czytać i pisać. Niestety od połowy grudnia Kajtek jest z nami w domu i wracając z pracy… Wchodzę od razu do drugiej pracy. W grudniu przepracowałam ponad 200 godzin, byłam zmęczona oczywiście ale jeszcze bardziej zmęczony był mój mały który mamy prawie w ogóle nie widział. A jak widział to mama musiała spać bo idzie za chwilę znów do pracy. Każdą wolną chwilę musiałam poświęcać jemu i wierzcie mi nie miałam siły nawet otworzyć książki, a co dopiero skupić się na niej i napisać później recenzje. Gdy godziny pracy mi się uspokoiły przybyło nerwów… Okazało się, że ktoś kogo uważałam za przyjaciela wcale nim nie jest, wiedzieli o tym wszyscy tylko nie ja. Komplikacje ciągną się przez to dalej, a ja każdego dnia muszę płacić za tą pomyłkę. Moja zmiana ma dalej 12 godzin, dalej daje z siebie wszystko. Niestety teraz po powrocie do domu muszę zajmować się Kajtkiem, bez tych paru godzin tygodniowo oddechu które miałam dzięki żłobkowi. Bądźmy szczerzy- od miesiąca ani razu nie kąpałam się sama bo zawsze Mały musi mi do wanny wskoczyć.

Wybaczcie mi jeżeli Was rozczarowałam, to samo tyczy się Wydawnictw z którymi tak długo współpracowałam. Jednak zawsze, przede wszystkim, najważniejszy jest dla mnie mój synek. Daleko, daleko za nim jest cała reszta, a na szarym końcu jestem ja sama. Wiem, że gdy załatwimy nowy żłobek, kiedy to wszystko się uspokoi a ja przestane chodzić wycieńczona fizycznie i psychicznie wrócę. Będę dalej pisać, nawet jeżeli wy nie będziecie chcieli już tego czytać. Dajcie mi jednak trochę czasu. I dziękuje za to, że byliście ze mną do tej pory.

Długo zastanawiałam się jak nazwać ten post. Może po prostu „przepraszam”?

Tak więc…

Przepraszam.

One thought on “Przepraszam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *