Recenzja- „Ona” Henry Rider Haggard

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

ona

Gdy tylko zobaczyłam tą książkę w zapowiedziach Zysku i S-ki wiedziałam już, że muszę ją mieć. Okładka hipnotyzowała moje oczy, a obietnice wybitnej lektury kusiły okropnie. Minęła jednak dłuższa chwila zanim w końcu mogłam zaspokoić swój książkowy głód i gdy w końcu przeczytałam ostatnią stronę czuje ogromny niedosyt. Dlaczego? O tym za chwilę.

Gdy Holly zgodził się przyjąć pod opiekę syna swojego umierającego przyjaciela nie spodziewał się, że będzie to początek wielkiej przygody. W dwudzieste piąte urodziny Leo otwiera paczkę od swojego prawdziwego ojca i znajduje w niej rzeczy które skłonią go do wyprawy w nieznane. Od tego właśnie zaczęła się podróż Hollego i jego podopiecznego Leo Vinceya. Wyprawa ta zaprowadzi ich w tereny skryte przez wieki przed oczami obcych, gdzie poznają Oną- królową która bardzo długo na ich przybycie czekała.

Tak wiele chciałabym napisać o tej książce, tak wiele notatek zrobiłam podczas czytania… Wiem, że nie będę w stanie napisać tego wszystkiego, ułożyć przemyślenia w logiczną całość. Postaram się jednak napisać wszystko co najważniejsze, tak byście resztę mogli odnaleźć na własną rękę.

Pamiętajcie, że książka ta wydana została w 1887 roku tak więc liczy sobie już 127 lat! Dzięki temu możemy zachwycać się wspaniałym językiem, którego nie uświadczymy w czasach nam współczesnych, poznamy świat inny niż znamy dzisiaj, świat w którym najbardziej liczył się potężny umysł a i każdy usilnie szkolił się w jego posługiwaniu. Mimo, upływu czasu książka nie postarzała się, jej filozofia nie straciła na znaczeniu. Przeciwnie, jest tym bardziej znacząca, że uświadamia nam coś o czym często zapominamy. Bez znaczenia jest wiek w którym żyjemy, bez znaczenia jest to co nas otacza. Od wieków ludzie zadawali sobie te same pytania i od wieków nie potrafimy na nie odpowiedzieć. W dużej mierze właśnie o tym jest ta książka.

Poza niesamowitą treścią, rozkochać się można również w ilustracjach które są kopiami oryginalnych rysunków zawartych w pierwszym wydaniu z 1887 roku. Dodatkowo podkreślają najważniejsze wydarzenia, przypominając nam jednocześnie z jak wiekową historią mamy do czynienia.

Jeżeli chodzi samą fabułę i sposób jej podania… Nigdy, absolutnie nigdy, nie czytałam czegoś takiego. Wspaniałe i bogate słownictwo, posługiwanie się wieloma językami, niesamowite budowanie napięcia, zwroty fabularne i szokujący finał książki dają mieszankę idealną. Godny szacunku jest fakt, że czytelnik potrafi przerwać czytanie podczas porywających wydarzeń tylko po to by rozważyć parę kwestii.

Pamiętajcie proszę, że nie jest to książka prosta w odbiorze, którą możecie czytać jednocześnie oglądając telewizor i rozmawiając z koleżanką. „Ona” wymaga ogromnego skupienia i poświęcenia jej całkowitej uwagi, tak by żadna ważna kwestia nam nie uciekła. Mimo, że starałam się ją czytać w taki właśnie sposób jestem przekonana, że obojętnie jak wiele razy bym ją przeczytała zawsze znajdę w niej coś nowego czego nie zauważyłam wcześniej.

To właśnie takie książki sprawiają, że autor staje się nieśmiertelny.

Za możliwość udania się w tą niesamowitą podróż dziękuje Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Zysk i S-ka na Facebooku
„Ona”- Henry Rider Haggard

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *