Recenzja- „Smilla w labiryntach śniegu” Peter Hoeg

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

smilla

Boom na skandynawskie kryminały wybuchł już parę lat temu. Są jednak książki które zyskały popularność jeszcze zanim stało się to modne- taką książką jest właśnie „Smilla w labiryntach śniegu”, której nowe wydanie możemy od jakiegoś czasu znaleźć w księgarniach.

Smilla nie ma własnego miejsca w świecie- jej matka była Grenlandką a ojciec Duńczykiem. Przez dzieciństwo spędzone wśród łowców stała się prawdziwą specjalistką od śniegu i lodu, nic się przed nią nie ukryje. Właśnie przez tą umiejętność odkryła, że śmierć jej jedynego przyjaciele Esajasa nie była samobójstwem tak jak wszyscy twierdzą. Na własną rękę rozpoczyna śledztwo które może skończyć się dla niej tragicznie.

Już od pierwszych stron czuje się, że nie jest to typowa książka. Jeżeli ktoś jest w stanie przepłynąć przez nią w jeden wieczór jestem po wrażeniem. A może współczuję? Straci się wtedy cały klimat i być może nie zauważy wszystkiego co autor chciał nam przekazać. Mi przeczytanie „Smilli…” zajęło dobry tydzień, muszę przyznać że dawno niczego tak długo nie czytałam. Mimo, że w pewnym momencie stało się to irytujące po jakimś czasie odkryłam w tym dziwną przyjemność i stwierdziłam, że właśnie tak powinno być.

Sam wątek kryminalny zbudowany jest bezbłędnie, jak na Skandynawa przystało. Mroczny, ciężki klimat utrzymuje się już od pierwszej strony sprawiając że w każdym momencie jesteśmy gotowi na katastrofę. Krok po kroku razem ze Smillą i jej towarzyszem odkrywamy tajemnice przez którą życie musiał stracić niewinny chłopiec.

Odnoszę jednak wrażenie, że to nie wątek kryminalny jest tutaj najważniejszy. Moją uwagę bardziej przyciągało życie Smilli i to jak potrafiła poradzić sobie w obcym świecie. Przeprowadzka z Grenlandii do Danii była dla niej wstrząsem nie tylko psychicznym ale kulturowym, to właśnie to wydarzenie tak mocno ukształtowało jej charakter. Peter Hoeg przepięknie i jakże prawdziwie opisał proces asymilacji człowieka pochodzącego z zupełnie innej kultury. Rzeczy które wydają nam się tak silnie zakorzenione w naszych umysłach i sercach, po paru latach mogą prawie całkowicie zaniknąć, nawet znajomość ojczystego języka. Smilla musiała radzić sobie w świecie do którego nie pasowała mając świadomość, że w kraju które kochała również nie znajdzie już miejsca. To właśnie towarzyszenie jej i obserwowanie procesu od początku dzięki retrospekcją jest największym skarbem tej powieści. Nie czytałam chyba jeszcze kryminału który przemycił na swoich stronach tak wiele smutnych prawd.

Czytając książkę miałam wrażenie, że znam skądś tą historię… W pewnym momencie zastanawiałam się nawet czy już jej nie czytałam i z upływem lat zapomniałam. Rozwiązanie okazało się prostsze. Na podstawie „Smilli…” nakręcono film który można bez problemu namierzyć. Został nakręcony w 1997 roku, więc całkiem możliwe, że wielu z was miało już przyjemność się z nim zapoznać. Jeżeli tak pamiętajcie- film przy książce wygląda bardzo mizernie (mimo, że nie jest złym filmem), po prostu nie jest w stanie oddać całej prawdy o Smilli.

Czytanie, chociaż tak rozciągnięte w czasie, sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Mimo upału na dworze miałam ochotę owinąć się kocem, wziąć do rąk kubek z gorącą czekoladą i obserwować płatki śniegu za oknem tak by poczuć w pełni klimat książki. Zresztą sugestywne opisy sprawiły, że miałam wrażenie iż tak właśnie było. Jeżeli szukacie książki na chwilę to nie jest dla was odpowiednia pozycja. Jednak jeżeli chcecie czegoś co nie przepłynie wam przez ręce a zapewni wiele dni rozmyślań i powracania do lektury- polecam wam właśnie „Smille w labiryntach śniegu”.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Zysk i S-ka na Facebooku
„Smilla w labiryntach śniegu”- Peter Hoeg

3 comments on “Recenzja- „Smilla w labiryntach śniegu” Peter Hoeg

  1. Hej, świetna recenzja… To prawda, szał na skandynawskie kryminały opanował już chyba całą planetę… w tym i mnie :).

    Zazwyczaj łykam kryminały w 1 dzień… Po prostu nie mogę się od nich oderwać…

    Książka, którą opisałaś ma pewnie niejedno dno i przesłanie… Wielu autorów podejmuje wątek poczucia nieprzynależności.. etnicznej, odrębności klasowych, intelektualnych …czy tych podstawowych- czyli podziału na tzw. grupki w szkołach od najmłodszych lat…

    Zachęciłaś mnie do lektury :)

    Przy okazji, z racji tego, że jesteś już doświadczoną blogerką, zapraszam do siebie : http://logikazbrodni.blogspot.com/
    Szczególnie liczę na uwagi i porady od takiej profesjonalnej „wyjadaczki” w świecie blogosfery, jak Ty :).

    1. „Wyjadaczki”? Oj chyba pomyliłaś blogi ;) Toż ja przecie świeżynka jeszcze, w dodatku bez znajomości w blogosferze. Ale ciesze się, że tu trafiłaś- mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *