Recenzja- „Złodziejka Książek” Markus Zusak

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

zlodziejka

Z reguły trzymam się pewnych zasad podczas pisania recenzji. Najpierw wstęp, później krótki zarys fabuły, na koniec wrażenia i podsumowanie. Nie będzie tak ze „Złodziejką Książek”. Odpuszczę sobie dwa pierwsze punkty (mimo, że to można uznać za swoisty wstęp) i przejdę od razu do rzeczy tak by emocje które odczuwałam podczas czytania książki nie zdążyły przygasnąć.

Są książki które coś w czytelnikach zmieniają. Nikt do końca nie wie jak to się dzieje, ale nie da się przejść koło tego faktu obojętnie. Niektórych zmieni „Buszujący w zbożu”, innych „Pinokio”, a jeszcze innych „Złodziejka Książek”. Należę do tej ostatniej grupy. W momencie gdy przeczytałam książkę zorientowałam się, że mała cząstka mojej duszy nie będzie już taka sama, a ja już nigdy nie spojrzę na świat tak jak przed jej przeczytaniem.

O czym właściwie jest ta książka? O miłości, odwadze, strachu, lojalności i człowieczeństwu. A przede wszystkim o Śmierci. To zresztą Śmierć nam tą historię opowie, tak pięknie jak nie uczyniłby tego żaden człowiek. Co w książce jest najważniejsze? Nie wiem. Zależy to od Was.

Dla jednych będzie to miłość. Czysta i niczym niezmącona, mimo, że czasami nieświadoma. Miłość która może spotkać każdego, jednak czasami jesteśmy zbyt przestraszeni by po nią sięgnąć.

Dla innych będzie to odwaga. Odwaga która ratuje życie, ale może ściągnąć też problemy. Może być pomylona z głupotą lub nieświadomością, a jej konsekwencje będą nas prześladować już do końca życia.

Możliwe że po przeczytaniu książki za najważniejsze uznasz człowieczeństwo. Fakt, że nawet gdy sam głodujesz dasz chleb tym którzy z głodu już umierają. Moment, gdy zostawiasz otwarte okno złodziejowi który chce ukraść to co jest mu potrzebne bardziej niż tobie. Pamięć o tym, że gdziekolwiek żyjemy, w cokolwiek każą nam wierzyć dalej jesteśmy ludźmi. Wszyscy bez wyjątku.

Ja nie potrafię wybrać co dla mnie w tej książce jest najważniejsze. Każde słowo, każde zdanie ma w sobie olbrzymią wartość. Razem ze Śmiercią obserwowałam Życie Złodziejki Książek, dziewczyny która przeżyła tak wiele nieszczęść a potrafiła dawać tak wiele dobra innym. To właśnie ona przypomniała mi, że nie wszyscy w tych czasach byli potworami. W III Rzeszy żyli też normalni ludzie którzy robili to co musieli by przeżyć, często ryzykując własnym życiem by pomóc innym. Ta uniwersalna prawda tyczy się przecież nie tylko Niemców… Każdy kto generalizuje jakiś naród czy kulturę powinien poznać Złodziejkę Książek i jej losy. Co z tego, że zmyślone? Takich Złodziejek było wiele. Każda zasługuje na pamięć.

Przyznaje się, że mało książek w moim życiu wniknęło w moje serce tak głęboko i permanentnie. Jestem wdzięczna Zusakowi za każdą stronę którą napisał.

Jeżeli jeszcze nie przeczytaliście tej książki to zróbcie to koniecznie.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia na Facebooku
„Złodziejka Książek”- Markus Zusak

8 comments on “Recenzja- „Złodziejka Książek” Markus Zusak

  1. Ech, a ja nadal tej książeczki nie zdobyłam. Kurczę, naprawdę muszę ją kupić :D Czytałam już wiele pochlebnych opinii, do kina nie poszłam, a jeszcze historii tej nie czytałam. Serdecznie pozdrawiam!

  2. Od dawna szykuję się do przeczytania tej książki, ale niestety długo nie miałam wolnego czasu, aby to zrobić. Mam nadzieję, że we wakacje będę mogła się do niej zabrać :)

  3. ____________________
    17 listopada 2016r.
    ____________________
    Po przeczytaniu Twojej recenzji, od razu w moje oczy wpadło jedno, istotne słowo-klucz: emocje. Nawet nie musiałam ujrzeć go pośród zdań w poście, by czuć, że pojawiły się w Tobie niejednokrotnie podczas pisania tego tekstu. Nawet jeśli wprowadziły one drobny chaos, to jednak właśnie takie wypowiedzi moli książkowych lubię najbardziej. Bowiem to właśnie one, poza odwzorowaniem ich faktycznej, szaleńczej miłości do książek (trudno zaprzeczyć, prawda? :D), pokazują, że istnieją jeszcze bodźce, historie, bohaterowie, wydarzenia, AUTORZY, którzy potrafią zaskoczyć, zadziwić, przerazić, wzruszyć, wprowadzić stan nostalgii bądź skierować myślenie na zupełnie nowe tory. A przecież właśnie takich lektur człowiek szuka przez całe życie! Zatem skoro tylko skończyłam czytać Twoją historię związaną ze „Złodziejką książek”, wiedziałam, że muszę sięgnąć po tę powieść, by przekonać się, co wpłynęło na tak szczerą, prostą, a zarazem po prostu osobistą recenzję.

    O tej książce słyszałam już dawno, jednak do tego roku, żyłam w przekonaniu, że nie warto brać się za coś, o czym się praktycznie nic nie wie. A tak było w przypadku powieści Zusaka – nie miałam pojęcia, czy to książka dla młodzieży, czy dla dorosłych, z jakiego gatunku ani o jakie tematy zahacza. „Nieznane = nieciekawe” – z takiego wychodziłam założenia. Dziwne bądź nie, ale gdy natknęłam się na Twoją recenzję, postanowiłam, że w końcu rozwieję wszelkie niewiadome odnośnie do „Złodziejki książek”. A teraz czuję się naprawdę.. zdumiona!

    Chciałabym odnieść się krótko do kilku jej fragmentów, które oddziałały na moją opinię w szczególności.

    ~ „To zresztą Śmierć nam tą historię opowie, tak pięknie jak nie uczyniłby tego żaden człowiek.” ~

    Bardzo intryguje mnie, jak autor odwzorował tutaj tak, osobliwego narratora – czy mówi on dużo o sobie, czy raczej pozostawia wolną scenę dla bohaterów? Myślę, że może to być jeden z ciekawszych zabiegów, wybijających tę powieść ku szczytom. Rzadko kiedy zwracam uwagę na postać opowiadającą o wydarzeniach, skupiając się na samym przebiegu akcji. Ciekawa jestem w takim razie do czego doprowadzi wspomniana Śmierć w opisywanych przez nią obrazach. Bo przecież nie może pozostać.. bezosobowa, prawda?

    ~ „Co w książce jest najważniejsze? Nie wiem. Zależy to od Was. Dla jednych będzie to miłość. [...] Dla innych będzie to odwaga. [...] Możliwe że po przeczytaniu książki za najważniejsze uznasz człowieczeństwo.” ~

    Ostatnio długo szukałam literatury, która nie ogranicza się do dawania rozrywki – za lekkimi obyczajówkami nawet nie trzeba się rozglądać, same wpadają do rąk! Ciągnęło mnie jednak do czegoś, co przyniesie mi także ważne, może pomijane na co dzień, a przede wszystkim poruszające przesłanie. Jednym słowem: czekałam na prawdziwą perełkę. Zestawienie wartości, o których wspominasz, daje sygnał, że tekst Zusaka może się wliczać w kanon wspomnianego przed chwilą, książkowego skarbu. Miłość, odwaga i człowieczeństwo – oddzielnie stanowiłyby po prostu bazę dla romansu, przygodówki oraz reportażu. Razem? Niosą co najwyżej tajemnicę, do której ujawnienia, wnioskuję, że warto dążyć.

    ~ „W III Rzeszy żyli też normalni ludzie którzy robili to co musieli by przeżyć, często ryzykując własnym życiem by pomóc innym. Ta uniwersalna prawda tyczy się przecież nie tylko Niemców… Każdy kto generalizuje jakiś naród czy kulturę powinien poznać Złodziejkę Książek i jej losy. ” ~

    Faktem jest, że ponosząc się fali pomówień, stereotypów bądź ogólnikowych stwierdzeń, trudno odkleić niemiecki naród od łatki oprawców. Właśnie to stanowi kolejny powód, dla którego chcę przeczytać „Złodziejkę” – dla poznania nowej perspektywy. Interesuję się historią, a okres II wojny światowej pragnę poznać jeszcze dogłębniej, wybierając właśnie drogę literatury – poza podręcznikową wiedzą, myślę, że warto otoczyć się również realiami, codziennym życiem tamtejszych ludzi. Wtedy też łatwiej wyrobić sobie własne zdanie na różne tematy, a zatem i zajmować stanowisko w rozmowach.

    ~ „Przyznaje się, że mało książek w moim życiu wniknęło w moje serce tak głęboko i permanentnie.” ~

    Nic dodać, nic ująć – o takie tytuły, i tylko takie tytuły mi chodzi najbardziej. Które nie znikają z głowy po ostatnim słowie, które nie wyparowują z serca po odłożeniu z powrotem na półkę. :)

    ~ „Jeżeli jeszcze nie przeczytaliście tej książki to zróbcie to koniecznie.” ~

    Mówisz.. i masz! Zaopatrzyłam się właśnie na tę okazję w swój egzemplarz powieści, więc lada dzień zabieram się za czytanie!

    ____________________
    21 listopada 2016r.
    ____________________
    Jestem właśnie mniej więcej w połowie książki, gdyż chwilę temu dotarłam do części czwartej. Póki co… kurcze, faktycznie bardzo trudno wyrazić się merytorycznie o tym.. o tym kunszcie. Ta historia jest tak niepowtarzalnie opisana, że aż nie sposób analizować ją pod kątem recenzjowych kategorii: „bohaterowie”,”fabuła”, akcja” etc. Tutaj wszystko toczy się swoim torem, niby zwyczajnie, a jednak ma się wrażenie, jakby się stało obok Liesel, podczas gdy ona zajęta jest oglądaniem ogromnego stosu płonących książek bądź bogatej biblioteczki w domu burmistrza. Choć mam za sobą zaledwie 158 stron, już potrafię sobie doskonale wyobrazić Papę grającego na akordeonie, przeklinającą Rosę bądź figlarnie śmiejącego się Rudego. Jakbym oglądała film o bliskiej rodzinie bądź, chociażby, dawnych znajomych. Dosłownie nic mnie do tej pory nie rozczarowało. Ba! Jestem po prostu zachwycona – a te komentarze Śmierci, jego punkt widzenia, który, wbrew pozorom, przywiązuje większą wagę do ludzkiego nieszczęścia niż inni ludzie. Intryguje mnie także, jakie zmiany wprowadzi do życia Hubermannów pojawiający się Max. Idę dalej czytać! ^^

    ____________________
    28 listopada 2016r.
    ____________________
    I stało się! Tak fantastyczna opowieść.. aż żal, że wyjątkowe książki nie mają po ostatnim rozdziale opcji, która umożliwiałaby przedłużenie historii o dowolnie wybraną ilość stron. Jednak z drugiej strony.. jedno dodatkowe zdanie mogłoby zepsuć klimat, oderwaną od naszej codzienności atmosferę, która emanuje z każdej litery. Zaczyna się powoli, kończy jakby ktoś postanowił odciąć nas od bohaterów szybkim machnięciem nożyczkami.

    Miałaś rację praktycznie pod względem każdej kwestii! Pomijając już nawet te emocje, przez które trudno mi pozbierać się, by w miarę zwięzły sposób skwitować poznane, w ciągu tych kilkunastu dni, wydarzenia. To aż zaskakujące, że po prawie 500 stronach lektury, odnoszę wrażenie, jakbym wiedziała jeszcze mniej niż przed nią – jakby wyciągnąć połowę szufladek z mojej głowy odnoszących się do różnych poglądów, spraw i wyrzucić ich zawartość na podłogę, by uporządkować je od nowa. I właśnie to wypadałoby zrobić. Bo przecież w czasie II wojny światowej życie też musiało biec po, w miarę, normalnych torach, Niemcy, tacy jak mieszkańcy Himmelstrasse cierpieli podobnie do wielu innych narodów, a Śmierć zbierała żniwo.. którego chciały w rzeczywistości pojedyncze jednostki. Ta książka otwiera w czytelniku nowe wymiary dobroci, ludzkiej twarzy oraz ciekawości w poznawaniu świata, gdyż taka jest tytułowa bohaterka. Nawet jeśli za moment ten świat może zawalić się na głowę.

    Moją przemiłą lekturę postanowiłam udokumentować kilkoma zdjęciami, które skleiłam z, myślę, idealnie pasującym do historii, cytatem w prosty kolaż:
    http://i68.tinypic.com/1116rrc.jpg

    Pozdrawiam serdecznie! :)
    (KOMENTARZ KONKURSOWY, ale z naprawdę szczerą opinią i trudno definiowalnymi emocjami!)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *