Recenzja- „Dom Juliusów” Charlaine Harris

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

dom juliusow

Moja przygoda z Chalaine Harris i jej bohaterką Aurorą Teagarden trwa już od jakiegoś czasu. W zeszłym tygodniu miałam okazję zapoznać się z jej kolejną odsłoną – tomem czwartym pt. „Dom Juliusów”. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą o co chodzi, lub wiedzieli a zapomnieli parę szybkich informacji; Harris zasłynęła serią książek na podstawie których nakręcono znany serial „Czysta Krew”, przygody Aurory zostały napisane jeszcze przed serią o wampirach, wilkołakach i irytującej wróżce jednak w Polsce wydawane są dopiero od bardzo niedawna.

Aurora w końcu doczekała się momenty gdy nie można nazwać ją już starą panna. Ślub z Martinem zbliża się wielkimi krokami – a razem z nim wielkie zmiany w jej życiu. Szaleńczo zakochana zdaje sobie jednak sprawę, że bardzo mało o swoim wybranku wie, a jego przeszłość dalej stanowi zagadkę. Jednak gdy w prezencie ślubnym został jej podarowany osławiony Dom Juliusów Roe zapomina o wszelkich wątpliwościach. Nie byłaby sobą gdyby nie próbowała rozwiązać zagadki zniknięcia poprzednich właścicieli posiadłości. Czy kłopoty które na siebie ściąga to zasługa grzebania w przeszłości domu, a może widma tajemnic ukochanego męża?

Co by o Roe nie powiedzieć trudno jej życie nazwać nudnym. Nowy mąż – bogaty, przystojny i tajemniczy mężczyzna, wydaje się spełnieniem fantazji większości kobiet. Nowy dom – wielka posiadłość, z bogatą przeszłością, malowniczo położona która JEST spełnieniem fantazji większości kobiet. Do tego rzesze przyjaciół (których jakoś w poprzednich tomach nie zauważyłam), spadek który odmienił jej życie, tendencje do popadania w kłopoty i szósty zmysł pomagający rozwiązywać zagadki. Czy tylko ja mam wrażenie, że trochę tego za dużo?

W pierwszym tomie Aurora mnie na początku drażniła i trochę mi zajęło zanim ją polubiłam. Za to w drugiej i trzeciej części mogłam śmiało chwalić naszą bohaterkę za rozsądek i realizm, naprawdę miałam momentami wrażenie, że jej myśli są moimi a reakcje tak rzeczywiste jak tylko można. Za to w tej części… No cóż autentyzmu tu brakuje. Kto normalny gdy dowiaduje się takich rzeczy o swoim partnerze zachowuje się w taki a nie inny sposób? Jak można przejść do porządku dziennego nad wydarzeniami, które do normalnych nie należą i każdą zdrowo myślącą osobę przyprawiłyby o niezły ból głowy. Mam wrażenie, że poza nie zwracaniem uwagi na dziwne sytuacje, Roe większość czasu biega po sklepach i kupuje firanki.

Za to część kryminalna jest skonstruowana tak samo dobrze jak zawsze. Mamy zaginięcie całej rodziny, mamy dom który może skrywać rozwiązanie zagadki i paru świadków którzy nic nie wiedzą. Wszystko to łączy się w zgrabną całość i sprawia przyjemność czytelnikowi. Szczególnie gdy okazuje się, że mieliśmy racje i dobrze zinterpretowaliśmy poszlaki.

Mimo tego, że uważam tą część za najgorszą ze wszystkich które do tej pory się ukazały lektura i tak sprawiła mi przyjemność – nie tak dużą jak wcześniej ale i tak przyjemność. W każdej serii książek muszą znaleźć się zarówno te lepsze jak i gorsze. Mam nadzieję, że  Harris od tej pory będzie trzymała równy poziom.

4 comments on “Recenzja- „Dom Juliusów” Charlaine Harris

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Harris, chociaż skompletowałam cykl o Lily Bard. Najpierw więc chyba przeczytam to, co mam, a dopiero później zacznę się rozglądać za powieściami z Aurorą :)

  2. Mnie książki Harris prześladuja – kiedy zwiedzam recenzenckie zakątki. Mnóstwo dobrego już o książce słyszałam, szkoda jednak, że Twoja opinia się nie pokrywa. Ale na dobrą sprawę każdy ma lepsze i gorsze książki – King, Masterton, Sparks… Trudno, aby gusta wszystkich zawsze zostały zadowolone. Niemniej, uważam, że chyba warto :) Wesołego Alleluja!

    1. Poprzednie części bardzo mi się podobały – ta niestety mniej. Nie znaczy to jednak, że książka jest do bani. Po prostu Aurora wydaje mi się mniej realna niż wcześniej a wszystko troszeczkę nie takie jak powinno być. Ale i tak dobrze się czytało ;) Zacznij od części pierwszej, myślę że Ci się spodoba jako miły przerywnik w cięższych lekturach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *