RECENZJA- „Tancerze Burzy” Jay Kristoff

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

-

Są książki które znikają z naszej pamięci wraz z zamknięciem i są książki takie jak te. Zapierające dech w piersiach, które zmieniają wszystko i na zawsze zapisują się w naszej pamięci.
Nie miałam wcześniej kontaktu ze steampunkiem i trochę się tego obawiałam, jeżeli ktoś ma podobne obawy: nie ma powodu! Historia pochłania bez reszty, każda kolejna strona wciąga nas w historie do tego stopnia, że aż zgrzyta się zębami ze złości że to już koniec i sprawdza się w internecie kiedy ukaże się następny. Połączenie mitycznego kraju samurajów, spisków, walki i wizji zniszczonego świata, buntu przeciw złu które stało się codziennością… Tak wiele smaków ma ta książka co burza piorunów gdy cieszy się Raijin.

Przenosimy się do świata wysp Shima. Rządzi tam szogun Yoritomo- bezwzględny władca, któremu pewnej nocy śni się arashitora. Gryf, tygrys burzy, zwierzę które żyje już tylko w legendach, krwawy lotos bowiem zabił już wszystko co można było zabić. Szogun opętany swoją wizją wysyła na poszukiwania niemożliwego swego Wielkiego Łowcę wraz z córką- Yukiko. Nikt nie wierzy własnym oczom gdy na horyzoncie, wśród zamieszania burzy pojawia się poszukiwane zwierzę. Nic jednak nie idzie tak jak powinno. Wkrótce po złapaniu arashitory dochodzi do katastrofy która zmieni wszystko.

Moją największą pasją jest czytanie tego ukryć się nie da. Nie wszyscy jednak wiedzą, że oglądanie anime sprawia mi tak samo wiele przyjemności co dobra książka. Mimo, że należę do kręgu buntowników którzy Naruto przekładają nad Dragon Balla, anime sprawiło że zaraziłam się kulturą japońską. Chłonęłam jak gąbką wszystko co mogłam tylko na jej temat znaleźć, zaczynając na kuchni a na ich mitologii kończąc. Nigdy jednak nie znalazłam czegoś takiego jak książka Jay Kristoffa, czegoś tak wspaniałego i przystępnego. Zdaję sobie sprawę że osoby które z kulturą japońską mają mniej wspólnego na początku mogą czuć się zagubieni (tutaj ratuje genialny słowniczek dodany na końcu), jednak nie jest to bariera nie do przeskoczenia. Autor opisuje wszystko w taki sposób, że absolutnie nikt nie będzie miał problemu z wyobrażeniem sobie pomieszczeń, ubioru czy gestów. Zagłębiamy się w ten świat krok po kroku by ostatecznie w nim utonąć.

Chociaż lubię się czepiać tutaj nie mam absolutnie do czego. Piękna okładka dorównuje pięknej zawartości. Zresztą bądźmy szczerzy, okładki są ważne a ta przyciąga wzrok. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, mamy wątek miłosny, zdrady, spiski, sceny walk, mityczne postacie, samurajów, sektę, japoński steampunk. Dawno nie czytałam czegoś takiego… Dawno tak bardzo nie pochłonęła mnie żadna książka, dawno tak nie skradła mojego serca. Nie mogę się już doczekać kolejnego tomu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *