Recenzja- „Smokobójca” Tomasz Pacyński

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Wspominałam już wcześniej, że nie jestem entuzjastką opowiadań. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że tylko dobry pisarz jest w stanie zachwycić opowiadaniem, pominąć wiele by oddać sedno i sprawić że czytelnik zapamięta to na długo. Jednak za żadne skarby nie zrezygnuję z przyjemności jaką daje mi czytanie powieści, im dłuższych tym lepiej. Dlatego po opowiadania sięgam dość opornie, świadomość że to tylko krótka przyjemność, że nie zdążę zaprzyjaźnić się z bohaterami z reguły mnie zniechęca i z opowiadań rezygnuję. Sięgając po „Smokobójcę”, przyznaję się z ręką na sercu nie wiedziałam, że jest to zbiór opowiadań. W bibliotece musiałam zdać się na bibliotekarkę, mój mały krasnal płakał w najlepsze więc buszowanie po półkach odpadało i wzięłam co dali. Z racji tego, że nazwisko autora kojarzyło mi się z trylogią Sherwood bardzo dobrze, „Smokobójca” poszedł ze mną do domu.

Dziś rano przeczytałam ostatnie strony i jestem dość przyjemnie zaskoczona. Książka dzieli się na dwie części, pierwszej „Smokobójcy” zawdzięcza swój tytuł. Druga to „Komu wyje pies” znacznie różniąca się od części pierwszej. To też było bardzo miłym zaskoczeniem.

Przygody nie do końca szlachetnego Rogera z Mons, zasługują na szersze opisanie. Pacyński popisał się tu humorem, możemy poznać alternatywną wersję opowieści o znanym wszystkim Smoku Wawelskim, porozmyślać o trudnym zawodzie szewczyka. Nawet Ci którzy w szkole czytali lektury obowiązkowe, przypomną sobie do czego biała szmatka służyła. Reasumując, opowiadania bardzo przystępne i przyjemne, nie raz nie dwa przywołujące uśmiech na ustach.

Za to „Komu wyje pies” to już zupełnie co innego. Mroczne, ciężkie, pełne niedopowiedzeń. Wręcz cudowne, chociaż ciężko było się przestawić i czytać coś zupełnie innego stylu, dużo trudniejszego w odbiorze. Tutaj czułam jeszcze większy niedosyt, takie historie zasługują na więcej, znacznie więcej stron.

Nie da się ukryć. Tomasz Pacyński potrafi pisać, robi to naprawdę dobrze. Jeżeli ktoś jest fanem takiej formy, polecam serdecznie. Jeżeli ktoś tak jak ja woli dłuższe formy, niech dobrze się zastanowi zanim sięgnie po „Smokobójcę”. Niedosyt pozostaje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *