Recenzja- „Sezon Burz” Andrzej Sapkowski, nowy Wiedźmin przeczytany!

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Stało się! Przyznaje, odkąd tylko pierwszy raz przeczytałam sagę o wiedźminie (a później kolejny i kolejny raz), zawsze marzyłam o kontynuacji. Zastanawiałam się co się wydarzyło we mgle, gdzie zabrała ich Ciri. Miałam tak wiele pytań na które nikt nie był w stanie odpowiedzieć, błagałam wszystkich Bogów świata by sprawili że Sapkowski do wiedźmina wróci i zapomni o tym że pisać o wiedźminie nic już nie miał. Czy „Sezon Burz” udzieli odpowiedzi wszystkim spragnionym wyjaśnień fanom? Niestety nie. Nie jest to kontynuacja sagi tylko dość długie bo aż na 404 strony opowiadanie.

Geralt został aresztowany i tylko dzięki tajemniczemu darczyńcy czeka na wyrok nie w areszcie, a na wolności. Szczęście jednak dopisuje mu jeszcze mniej niż zwykle, nie dość że czeka na swoją rozprawę w której za dużych szans nie ma, to w dodatku ktoś ukradł mu jego sławne miecze. Gdyby tylko to było problemem… Czarodziejka z która wdaje się w romans jak zawsze wykorzystuje go do własnych celów. Uwikłany w ciemne sprawki wpływowej grupy magików ledwo uchodzi z życiem. A miecze wciąż trzeba odzyskać…

Od pierwszych stron mam wrażenie, że przeniosłam się znów do świata Geralta z Rivii. Sapkowski nie stracił pazura, żarty są tak samo soczyste, opisy walk tak samo wciągające, niektórzy bohaterowie irytują jak zawsze. Jaskier ze swoją lutnią tylko jest jakoś mniej kochliwy niż zwykle i nie przysparzał aż takich kłopotów. Jednak rad udziela tak samo dobrych jak zawsze:

- Kiszona kapusta!- oznajmił, nabierając rzeczonej kapusty z beczki za pomocą drewnianych szczypiec.- Spróbuj, Geralt. Świetna, prawda? Rzecz to smaczna i zbawienna, taka kapusta. Zimą, gdy brak witamin, chroni przed szkorbutem. Jest nadto doskonałym środkiem antydepresyjnym.
– Jak niby?
– Zjadasz garniec kiszonej kapusty, popijasz garncem zsiadłego mleka… i wnet depresja staje się najmniejszym z twoich zmartwień.

Mimo tych wszystkich podobieństw jest też wiele różnic. Geralt nie jest tym samym wiedźminem którym był w ostatnich tomach sagi, nie jest tak samo cyniczny, nie rozmyśla za dużo. Razem ze swoją naiwnością idzie przed siebie tak jak robił to w pierwszych opowiadaniach. Ma do tego prawo bo mimo, że Sapkowski twierdził że „Sezon Burz” nie jest ani przed ani po wydarzeniach z ostatniego tomu jednak trochę się zdradził. Cintra dalej stoi, a skoro Cintra nie została zniszczona to do gry nie weszła jeszcze Ciri. Z reguły jest tak, że po tylu latach powieść zmienia się i starzeje wraz z pisarzem, Sapkowski udowodnił jednak że dla chcącego nic trudnego i można nie niszczyć pamięci legendy. Oczywiście nie jest to ta powalająca na kolana przygoda którą pamiętamy, niektóre wątki znacznie różnią się od kanonu. Oznaczone i wytwarzane potwory, powodowanie mutacji, Geralt prawie jak Mordimer Madderdin w pogoni za demonem. Jednak mimo tego „Sezon Burz” naprawdę smakuje. Dla fanów serii daje okropną frajdę i ma szanse przyciągnąć nowych czytelników.

Przyciągnięcie nowych czytelników gwarantuje nie tylko sama treść książki ale burza jaką wywołało jej wydanie. „Sezon burz” i hasła „Nowy Wiedźmin” wyskakują na każdym portalu jak swego czasu Katarzyna Cichopek z lodówki. Trzęsienie ziemi jakie wywołała premiera jest ewenementem samym w sobie i zapewnia ogromne słupki sprzedaży. Mam wrażenie, że właśnie o to chodziło Sapkowskiemu, o sprawdzenie zainteresowania i dlatego wypuścił opowiadanie z tak niejednoznaczną końcówką. Końcówką która sama w sobie potrzebuje kontynuacji i dokończenia, a słowa kończące książkę „opowieść trwa, historia nie kończy się nigdy” daje wielką nadzieje na kontynuację. Pozostaje tylko gorąco polecić „Sezon Burz” i tak samo gorąco czekać na więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *